• Front szkoły

  • Szkoła bokiem

  • Hala

  • Tył szkoły

  • 44

Nasz patron

 

Wojciech Bartosz Głowacki - urodził się ok. 1765 r., prawdopodobnie we wsi Rzędowice (co zaznaczył Kościuszko w piśmie z obozu pod Bosutowem (13 IV 1794 r.) w sprawie "Wojciecha Głowackiego (...) rodem z Rzędowic", również patent na chorążego określał, że W. Głowacki pochodzi "ze wsi Rzędowic"). Był chłopem pańszczyźnianym Antoniego kniazia Szujskiego. Jednak, co do jego miejsca urodzenia powstały wątpliwości, po tym jak stwierdzono, że dokumenty parafialne z Koniuszy z lat 1810-1860 (wcześniejsze księgi tejże parafii, do której należały Rzędowice, spłonęły w 1796 r.) nie wspominają o innych Bartoszach, poza rodziną Wojciecha. Natomiast Ambroży Grabowski we "Wspomnieniach" wymienia miejsce urodzenia Bartosza jako Zakrzów, w pobliżu Skalbmierza. Niestety, również skalbmierskie księgi spłonęły w 1794 r., ale autor "Wspomnień" mógł sobie pomylić ze Stanisławem Świstackim. Również, co do jego wieku nie ma pewności, ale przypuszcza się, że Wojciech przyszedł na świat między 1758, a 1765 rokiem. Należy jednak chylić się ku 1765 r., gdyż pod broń rekruta dymnego powoływano mężczyzn, mających 18-28 lat, a tylko w nielicznych przypadkach przekraczano maksymalny wiek 28 lat, ale nie więcej niż o 2 lata. Z rysunku Michała Stachowicza, który mógł widzieć Bartosza Głowackiego w czasie uroczystej promocji na chorążego (8 IV 1794), wynika, że był to mężczyzna wysoki, krępy o twarzy ogorzałej, rysach regularnych, ok. lat 30, z bujną czuprynę i wąsami ciemnoblond, o wysokim czole; twarz wyrażająca energię i zuchwałość. Z pisarzy (pamiętnikarzy, historyków, literatów) żaden go nie widział na własne oczy, dlatego piszący później o Wojciechu Bartoszu nie ryzykowali ściślejszego opisu, zadowalając się dość płynnymi wizjami. Czesław Jankowski pisał więc (1907): "dębczak, konopiastą czupryną górował nad rówieśnikami, konie na paśnik pędzał, za kosę imał i cepy, bo w chałupie dydków nie było". Wojciech Skuza (1933) kreślił: "Bartos - bitnik, wąsy kręci - chętnie bywa w karczmie". Tematyka Bartosza nie ominęła również twórczości ludowej. Jedna z pieśni ludowych głosiła, że był to człowiek zawadiacki: 

"Bo czy w karczmie, czy w domu 
Czy to taniec, wesele, 
Nie dał bruździć nikomu, 
Wszędzie był sam na czele." 

Małżeństwo zawarł ok. 1783 r. z mieszkanką wsi Jadwigą Czernikową, urodzoną ok. 1749 r. (na podstawie aktu zgonu z 1829 r., według którego w chwili śmierci miała 80 lat. Należy przypuszczać, że była starsza od Wojciecha o kilka lat, jednak w owych czasach niewielką różnicę stanowiły lata po 60., a na wsi nie pamiętało się daty własnych urodzin, a co dopiero znajomych, co pozwala przypuszczać, że urodziła się później). Nie wniosła posagu. Bartoszowie mieli trzy córki: Helenę (ur. ok. 1784 r.), Cecylię (1790) i Justynę (1794). Mieszkali w lichej, kurnej chałupinie, która jeszcze przed śmiercią Jadwigi zapadła się i została usunięta; chłopi rzędowiccy opowiadali o tym F. Rybarskiemu i J. Styce; toteż późniejsze pokazywanie (J. Styce 10 IV 1894 r.) porządnego domu z belek na zrąb o paru oknach, ze strzechą i kominem, jako pozostałości po Bartoszach, należy uznać za próbę upiększenia smutnej rzeczywistości. Na skutek zawalenia chałupy, wdowa po Wojciechu "została na stare lata komornicą". Zdaniem K. Kozika, gospodarstwo Bartoszów było 4-morgowe, ale S. Szczotka (PSB) przyjmuje 9-morgowe. Żyło im się ciężko, nie mieli konia, a krowę i nierogaciznę dostali dopiero po Racławicach od Szujskiego. Wojciech Bartosz został powołany do wojska na mocy uchwały Komisji Porządkowej woj. krakowskiego z 25 marca, z nakazem, "ażeby każde miasto, miasteczko i wsie z 5 dymów jednego człowieka młodego, zdrowego i czerstwego, w 3 dniach od odebrania niniejszego listu okólnego z bronią, to jest z karabinem z kilku ładunkami, albo piką 11 stóp długą [ok. 3,28 m] i z siekierą, ubranego po wieśniacku, jak pospolicie wieśniacy na wsi chodzą, dostawiona (...) ażeby każdy z tychże uzbrojonych ludzi miał czapkę, koszul dwie, buty dobre, płachtę, czyli grube prześcieradła z dwóch brytów, żeby był opatrzony sucharami na dni 6 i żeby miał dany lenung [żołd] w pieniądzach na jeden miesiąc". Dopiero 28 marca Komisja Porządkowa, "zważając potrzebę jak najprędszego uzbrojenia ludu po wsiach", wprowadziła nową, popularną broń - kosę - osadzoną wprost kija, długiego na 5 łokci (2,40 m). Powołanie do wojska było spowodowane sprzeciwianiu się administracji dworskiej, czyli rządcy Strawińskiemu i ekonomowi, którzy to właśnie wysunęli go jako rekruta, aby pozbyć się kłopotów z nim związanych. Do wojska Bartosz został wcielony na początku kwietnia, a już 4 tego miesiąca doszło do pierwszego poważnego starcia wojsk polskich z rosyjskimi, w których brały udział jednostki chłopskie. W tym dniu, tj. 4 kwietnia 1794 r. naprzeciw sobie na terenach w pobliżu wsi Racławice stanęli: naczelnik insurekcji, Tadeusz Kościuszko i gen. rosyjski A.P. Tormasow. Doszło do bitwy, w której Tormasow główną rolę wyznaczył artylerii. Zdążyła ona oddać tylko jedną salwę, gdyż do jej zniszczenia naczelnik Kościuszko wyznaczył jednostki chłopskie, czyli kosynierów, którzy w pełni to zadanie wykonali. Dokonując szybkiego ataku zdobyli baterię armat, a jako pierwszy, armatę zdobył Wojciech Bartosz. Za męstwo i odwagę okazaną w walce, jak również dla zachęcenia innych chłopów do udziału w powstaniu, naczelnik Kościuszko mianował go chorążym świeżo utworzonych Grenadierów Krakowskich. W związku z nominacją na oficera, zmianie uległo również jego nazwisko, z chłopskiego Bartosz na Głowacki. Zwolniony został z poddaństwa i otrzymał w dziedziczne posiadanie zamieszkiwaną przez siebie zagrodę. Prawie pewne jest również to, że Wojciech Głowacki nie został nobilitowany. Zagadkowa jest zmiana nazwiska. Istnieje na ten temat wiele hipotez, jednak do najbardziej prawdopodobnych zalicza się dwie następujące: otóż pierwsza zakłada, że nazwisko Głowacki, Wojciech przyjął od panieńskiego nazwiska swej matki, a druga to ta, według której, Wojciechowi nazwisko to nadał sam Tadeusz Kościuszko, o czym mówi np. W. Skuza: 


"Bartoszowi rzekł Naczelnik, 
że jest chłopem chwackim - 
chłopem tobie więcej nie być! 
- więc zwię cię - Głowacki!" 


6 czerwca 1794 r. doszło do bitwy pod Szczekocinami. Siły polskie liczyły 16 batalionów, 47 szwadronów i 33 działa oraz ponad 15 tysięcy żołnierzy. Natomiast wojska prusko-rosyjskie określa się na ponad 27 tys. żołnierzy i 134 działa. Polska bateria 6-działowa zajęła pozycje przy lasku, asekurowana z tyłu przez Regiment Grenadierów Krakowskich płk. Jana Krzyckiego, wśród których znajdował się również i Wojciech Głowacki. O wiele mniejsze siły polskie poniosły klęskę. Straty w ludziach ocenia się na ok. 1200 zabitych i rannych. Wśród 346 poszkodowanych, których niebywałym wysiłkiem uratowano z pola bitwy, był Wojciech Bartosz Głowacki. Niestety stan jego okazał się bardzo ciężki, zbyt ciężki, ażeby go uratować. Data jego śmierci nie jest jednoznacznie określona. Uznaje się, iż nastąpiła między 6, a 9 czerwca 1794 r. Według towarzyszy z pola bitwy Bartosza, Dominika Paprockiego z Polikarpic i Jana Sadowskiego z Polanowic, zginął on "śmiertelnie plejzerowany" na polu bitwy. Lecz nie byli oni przy tym pewni, co świadczy po ich zastrzeżeniach, że nic nie wiedzą o jego pogrzebie. Oświadczenie to złożyli w 1810 r., aby wystawić urzędowe świadectwo śmierci Wojciecha Głowackiego, potrzebne do zamążpójścia jego najmłodszej, niepełnoletniej (16 lat) córki, Justynie. Według innej, bardziej prawdopodobnej tezy, Głowacki zmarł w wyniku odniesionych ran, w lazarecie między Małogoszczem, a Kielcami, w czasie cofania się Kościuszki do Warszawy przez Małogoszcz (7 VI) i Kielce (9 VI). Pochowany został najprawdopodobniej w kościele NMP w Kielcach, 9 czerwca. Świadczy o tym notatka w księdze zmarłych, dokonana przez ówczesnego proboszcza: "Dnia tego pogrzebano 7 wojskowych z miłosierdzia [za darmo], pomiędzy nimi niejakiego Głowackiego". Potwierdza to również ks. Władysław Sierkowski w książce "Groby kościoła N. Marii Panny w Kielcach..." (1872), pisząc: "W kaplicy na cmentarzu zwanym Ogrójcem znajduje się grób, w którym spoczywały przez kilkanaście lat zwłoki Bartosza Głowackiego, zwanego Kumem spod Racławic, zmarłego w szpitalu kieleckim 9 czerwca 1794 r. Zwłoki te następnie wydobyto i pochowano na cmentarzu kościelnym (katedralnym) między dwoma wieżami po prawej stronie kościoła, obierając za punkt fronton główny i drzwi wielkie kościoła". Innym argumentem potwierdzającym to, jest zeznanie z 9 listopada 1929 r., wdowy po inżynierze - technologu S. Teraszkiewiczowej. Ofiarowała ona różaniec i krzyż stanowiące własność ś.p. Bartosza Głowackiego, wraz z następującym oświadczeniem: "W 1870 r. przy restauracji katedry kieleckiej i pod nią grobów biskupich, odrestaurowano również i Ogrójec przy katedrze. Ojciec mój - Franciszek Pantoczek (...) pamiętając z opowiadania ojca swego, a dziadka mego - Szymona Pantoczka, dawnego i stałego mieszkańca Kielc, że Wojciech Bartosz Głowacki, ciężko ranny w czasie cofania się Tadeusza Kościuszki spod Szczekocin do Małogoszczy przesłany był do Kielc, wkrótce zmarł i pochowany został w Kielcach w Ogrójcu koło kościoła katedralnego w skromnej chłopskiej trumnie, pomalowanej żółtą lubryką, zapragnął przekonać się, czy opowiadania te zgodne są z rzeczywistością, znalazł tam skromną, prostą trumnę, malowaną żółtą lubryką, po otwarciu której ukazały się zasuszone zwłoki, ubrane w chłopską sukmanę, gęsto pokrytą ciemnymi plamami (zacieki od krwi z ran); ręce, owinięte różańcem, złożone były na piersiach. Różaniec ten z krzyżem i przywartym doń kawałkiem sukmany, ojciec mój wziął sobie na pamiątkę". Podczas jubileuszu 10-lecia Niepodległości (11 XI 1928 r.) na kieleckim cmentarzu katedralnym umieszczono tablicę pamiątkową, w zachodnim rogu cmentarza, z napisem: "Ś.P. Wojciech Bartosz - Głowacki, bohater spod Racławic".